Jak to bywa w każdym żywocie w pewnym momencie się na coś decydujemy. Tak jak pisałem na początku roku - zaczynam wprowadzać plany z 2009 w życie. I tak o to dziś nastał mój ostatni dzień w pracy :) Od jutro wracam do jak to teraz popularnie brzmi freelanceringu (za bardzo mi się to kojarzy z BMW, gośćmi odświętnie ubranymi w ortaliony i łokciem wystawionym przez szybę) - osobiście wolę mówić na kontrakty.
Procent w zeszłym roku napisał piękny wpis na temat, dlaczego przeszedł na własne i czego oczekuje, ja powiem krótko:
Jest to pierwszy krok do tego, co chcę robić. Jednocześnie daje mi on satysfakcję, bo w końcu mogę pisać to co chcę, w technologii jakiej chcę. Dodatkowo daje mi on rozróżnienie - czyli nie zanudzę się kompletnie pisaniem tylko i wyłącznie COM (jak to kiedyś za starych dobrych czasów było).
Plusem jest jeszcze czas jaki mogę poświęcić na zajęcie się wprowadzaniem w życie kolejnych planów co mam nadzieję, że wyjdzie tak jak chciałbym by wyszło :) (ale masło maślane)
Tym krótkim postem zamykam pewien rozdział w życiu, wyjmuje kartki ze starego, dokładam do nowego i zaczynam pisać kolejny akapit :)