Jest jedna rzecz, która bardzo dużo pomaga nie tylko w pracy ale także w życiu. Jeżeli jej nie stosujemy to nasze negatywne odczucia są znacznie wzmacniane i mogą zaburzyć obraz rzeczywistości. Są to nasze wyobrażenia co będzie, kiedy. Co będzie, kiedy rozpoczniemy tę nową świetną pracę. Co ona nam da, jakie ciekawe projekty tam będziemy robić. Czego to my nie będziemy robić na urlopie, albo czego to my nie zarobimy.

Jeżeli oczekujesz czegoś, i tego nie dostaniesz, to zaczynasz być trochę zawiedziony. Normalne, ok, jednak to wpływa na odbiór całej rzeczywistości w koło. Skoro to nie jest takie jak powinno to co jeszcze? Co mi tutaj nie pasuje? Przyszedłem do pracy i nie mam komputera, to miejsce, gdzie siedzę też nie jest fajne. Coś niefajna ta praca. I z miejsca zaczynamy być smętnymi pesymistami. Których odczucia będą odwzorowane w komunikacji. Która na początku nowej pracy jest bardzo ważna. I tak o to pakujemy samych siebie w kłopoty.

Najlepiej jest mieć oczekiwania na niskim poziomie. Przyjść z czystą kartką, zobaczyć co nas czeka. Oczywiście weryfikować to z informacjami nam przekazanymi. W końcu nikt nam nie każe pracować w tym miejscu jak nam się ono nie podoba. Jeżeli mówili, że ma być .NET 4.0 a jest VB 6 to coś jest nie tak. Ale jeżeli przychodzimy do pracy i będziemy sobie wyobrażać, że dostaniemy biurko z dwoma 27 calowymi monitorami, laptopem najnowszej generacji itp. a nikt nam tego nie powiedział, że tak będzie to… po co sobie psuć humor? Do tego nie tylko sobie.

Dlatego, nie tylko przy nowych pracach, projektach czy też znajomościach jak i akcjach biznesowych. Nie wyobrażajmy sobie, że coś będzie konkretnie wyglądało. Bo raczej nie będzie. Miejmy cel, miejmy coś do weryfikacji tego czy idziemy w dobrą stronę. Ale publikując post na blogu nie oczekujmy, że nagle 10000 osób go przeczyta, że 100 osób polubi nasze repo na github. Lepiej się cieszyć, że tak się stało, niż smucić, że się nie stało.

Możemy sobie wyobrażać konkretne poziomy, robić wizualizację zwycięstwa czy osiągnięcia upragnionego celu. O tym już pisałem i to działa bardzo dobrze. I to nie jest to samo co nasze oczekiwania co do tego, że będzie monitor i będę miał 20 minut na kawę, i że mnie na twitter będzie obserwowało ponad 100 osób już pierwszego dnia. Możemy mieć cel by nas obserwowało 100 osób i do niego dążyć powoli. Ale nie mieć założenia, że to nam po prostu będzie dane. Bardzo łatwo się wtedy zniechęcić.

Ja się nie raz przejechałem na tym, że zakładałem pewne rzeczy i wyobrażałem sobie, że coś wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Jak też miałem oczekiwania które się nie sprawdziły. Za każdym razem byłem zawiedziony. A nie powinienem, bo może nie miałem 27 calowego monitora, to miałem wyjazdy do UK co tydzień. Nie czytało mnie 100 osób, ale czytało mnie 20-30 osób systematycznie.

Więc jak rozpoczynasz pracę, miej wymagania, ale nie wyobrażaj sobie czegoś czego nigdzie nie ma powiedziane. Bądź otwarty. Jedyne co może Cię teraz spotkać to bardzo miłe zaskoczenie, że jest coś lepiej niż zostało opisane.

PS.: piszę to po tym, jak znów moje oczekiwania nie są równe z rzeczywistością. Trochę jestem zawiedziony, ale… no właśnie, nie powinienem być. I pewnie już za kilka dni nie będę :)

10 KOMENTARZE

  1. Ogólnie myślę, że mniej więcej rozumiem o co Ci chodzi, ale “Najlepiej jest mieć oczekiwania na niskim poziomie” jest dla mnie dość niebezpiecznym stwierdzeniem. Zalatuje mi to trochę “przeciętnością” :P

    • Adrian,
      A co jest złego w “przeciętności”? :) Co innego plany, zamiary i cele, a co innego oczekiwania… Oczekiwania kojarzą mi się z czymś, na co nie mamy wplywu.
      Też się nieraz na tym przejechałem. I oczekiwania staram się zastępować planami.

    • @Adrian

      Ogranieczanie oczekiwań to nie przeciętność. To o czym piszesz to bardziej aspiracje lub cele. Oczekiwania to coś innego. Nie oczekujesz, że w danym dniu zdarzy się coś konkretnego, jeżeli tego nie zaplanowałeś, i nie wiesz że to się stanie. Jeżeli coś się wydarzy – jest miło, ale jeżeli nie – business as usual.

      Mam tutaj dobry przykład z “corp world”: jeden człowiek miał mieć odświeżony samoochód, czyli nowy zgodnie z policy w firmie. Wybrał wszystko u dealera, miał już to gotowe, każdy detal i szczegół, spędził nad tym tygodnie planująć to wszystko i czekając na dostawę. Tydzień przed momentem kiedy mógł to swoje “oczekiwanie” spełnić składając zmówienie, firma zmieniła politykę co do samochodów (ekonomia, zdarza się). Wszystko zniknęło z horyzontu. Nigdy nie widziałeś tak zdemotywowanego człowieka i rozczarowanego, a to tylko przez swoje oczekiwania, które nie musiały się spełnić.

      Nawiązując do Maćka jeszcze – a co jest złego w przeciętności? Czy każdy musi mieć ambitne plany, wielkie cele itp. do których dąży? Czy nie może być przeciętny? W zeszłym roku na wakacjach spotkałem człowieka, którgo większość z nas określiłaby jako przeciętny, nie ma wielkich planów, nie planuje podbić internetu, nie udziela się. To jest jego świadomy wybór, z drugiej strony ma to co lubi, robi to co chce i jest z tym szczęśliwy. Ale jest przeciętny … i?

    • Osobiście nie do końca jestem w stanie rozdzielić moje aspiracje i cele z oczekiwaniami. Kto wie, może z czasem się to zmieni :)

      Z mojej strony odnośnie przeciętności – fakt, ogólnie nie ma w niej nic złego. W żadnym wypadku nie potępiam osób, które mają i chcą mieć przeciętne życie, jak wskazał Tomek.
      Z drugiej strony jednak, jeżeli chcielibyśmy porozmawiać na temat próby osiągnięcia “czegoś więcej” to na przeciętności raczej za daleko nie zajedziemy. Tutaj dochodzi jeszcze kolejna kwestia, a mianowicie każdy interpretuje wszystko przez jakiś swój pryzmat. Jeżeli w tym momencie jestem nastawiony na mocny rozwój siebie to z tą przeciętnością raczej muszę walczyć. Temu też, “przeciętność” w moim komentarzu mogła mieć negatywny wydźwięk.

  2. Niestety i to jest moim problemem, gdy walcze z z wysokimi oczekiwaniami wobec rzeczy, które aktualnie robię a w rzeczywistości okazuje się, ze albo mam poważne braki / umiejetnosci albo po prostu mnie przerasta.

    No i musze zrobić rachunek sumienia i rozbić to na mniejsze cele. wtedy bede duzo spokojniejszy.

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here