Dużo z nas uważa, że sukces to jest liczba zer miesięcznie wpływających na konto. I pewnie dla niektórych jest to jakiś wyznacznik sukcesu. Większy lub mniejszy to zależy od naszych własnych poglądów. Jednak wraz z myśleniem, że sukces == kasa, wchodzi jedna rzecz, która w dłużej perspektywie czasu może nam podciąć skrzydła.

mamony!
mamony!

Prawie każdy lubi dużo zarabiać. Można z tą kasą zrobić wiele rzeczy – tych dobrych jak i tych zaspokających nasze i rodzinne potrzeby. W końcu przeważnie pracujemy po to by zarabiać i by mieć lepsze życie i lepszą emeryturę. Często jednak zapominamy, że do emerytury mamy minimum 30 lat (no chyba, że chcemy jeszcze wcześniej niż przed 50 na tą emeryturę przejść). Do tego czasu może się zdarzyć wiele rzeczy. Ciężko jest przewidzieć, jak się będą sprawy miały i jaka wiedza lub umiejętności nam się najbardziej przydadzą.

Kiedy jesteśmy młodzi i nasz mózg jest super plastyczny i chłonny, ostatnią rzeczą jaką powinniśmy robić to go zaniechać. Często jednak pieniądze za pracę przysłaniają nam oczy.

Wybieramy pracę głównie po tym, ile ona oferuje nam miesięcznie. Przy czym sprawy związane z co będziemy w danej firmie robić przekładamy na dalszy, mniej ważniejszy plan. Tak samo rzadko się zastanawiamy z kim będziemy pracować. Po iluś tam latach pracy to może i jest jakieś rozwiązanie, jednak jak jesteśmy młodzi to jest to kopanie pod sobą dołków. Kiedy nasz mózg jest najbardziej chłonny, kiedy może nauczyć się bardzo dużo, prawie w ogóle nie przykładamy wagi do tego z kim i nad czym będziemy pracować.

Najgorsze jest to, że przeważnie te super płatne prace są fajne przez kilka miesięcy. Potem stają się one żmudne, nudne i powtarzalne. Mało twórcze, mało rozwijające. Co na dłuższą metę nie tylko powoduje, że my stajemy się ospali i nie chętni do zmiany, nasz mózg przestaje pracować na obrotach na jakich powinien – wyłącza się ze względu na powtarzalność czynności – jak i nasza wartość na runku maleje. Jesteśmy coraz starsi, coraz bardziej zacofani w technologii, która króluje. Ostatnie lata spędziliśmy w firmach na ciepłych, dobrze płatnych posadach. Jak to niektórzy by powiedzieli “zasiedzieliśmy się“. Dobrze płatna praca, która nie miała sobie równych w pensji 5 lat temu, teraz jest średnio płatną pracą, ale przez te 5 lat, my nie zrobiliśmy zbytnio postępu.  Może skacząc między różnymi firmami znów nam się trafi złote jajo. Ale ile razy nam się takie jajo trafi przez te 30 lat pracy?

Kiedy to, zamiast wyborem pensji moglibyśmy kierować się możliwościami rozwoju i nauki. Zamiast nudzić się nasz mózg cały czas pracuje, cały czas ma bodźce by coś robić . Do tego przy miejscach, gdzie rozwój jest duży, są też osoby od których można się dużo nauczyć. I po 2-3 latach zarabiania 8K nagle nasza wartość wzrasta do 14-15K.

Problem następnie się znów powtarza: wybrać lepiej płatną czy bardziej wyzwaniową dająca możliwości dodatkowego rozwoju pracę?

Dylemat może wam wydawać się śmieszny, ale taki nie jest. Dla przykładu, firma daje teraz 900zł netto na fakturę za dzień pracy. Dużo miesięcznie? Sporo. Praca? Siedzenie w banku w garniturze i trzepanie automatyzacji excela. Porywcza praca? Nie, może wymuszająca myślenie na początku, jednak przy kilkunastu takich projektach, nie raz po 2-3 miesiące każdy z nich to była już żmudna powtarzająca się robota z momentami pozytywnego zaskoczenia.

Inny, startuje startup, płacą mniej niż aktualny pracodawca, ale oferują znacznie ciekawszy set narzędzi jak i niesamowitych ludzi, z którymi można pracować. Co wybrać lepiej płatną pracę czy może startup i nauczyć się dużo więcej i zyskać na wartości?

Zdobywając doświadczenie i cięgle pobudzając mózg do działania, kiedy będzie trzeba on zwróci nam to z nawiązką. Zarówno będziemy mieli doświadczenie praktyczne w wielu projektach, w wielu środowiskach. Jak i nasz mózg nie będzie wyłączony i zaprogramowany na określony set ruchów mechanicznych.

Oczywiście nie mówię tutaj, że każda lepsza płatna praca to zło. Ale by zastanowić się nad wyborem i nie iść za kasą tylko za tym co da nam więcej korzyści w przyszłości, nawet jeżeli to znaczy, dostawanie teraz mniej miesięcznie niż gdzie indziej.

2 KOMENTARZE

  1. Bylbym juz milionerem gdybym nie mial pasji :)

    Zawsze kierowalem sie zasada ze wiedza, ludzie, doswiadczenie > kasa. Czasami bywalo to trudne bo gdy ja zarabialem 1.5k zl netto a koledzy w korporacjach 4k to bylo to ciezko przelknac. Sam teraz stoje przed wyborem czy to juz czas moze zaczac troszczyc sie o pieniadze czy ciagle inwestowac w wiedze. Isc na kontrakt i zarabiac 2-3x wiecej czy moze zostac w w firmie w ktorej rozwijam sie jak na drozdzach.

Comments are closed.