Może jeszcze dodam bloga informatycznego, gdzie ludzie potrafią czasami wybaczyć, ale jak nie zobaczą mięcha to uciekają :) Dążenie do perfekcji w pisaniu bloga… to jest temat mi bardzo bliski. Powiem w skrócie, jakbym miał dążyć do perfekcji – stylu, tekstu, wizualnej otoczki – to nie czytalibyście mnie. Czemu? Bo blog by nigdy nie powstał. Nigdy.

Jestem dyslektykiem, dysgrafikiem, mam kłopoty z utrzymaniem koncentracji. A jednak, prowadzę bloga. Czyli się da. I jedynym sposobem zrobienia tego było po prostu odpuszczenie sobie. Tak jak z programowaniem, tak tutaj. To nie jest książka, gdzie z chęcią zapłacę za korektę, to jest blog. Mój notatnik. Piszę w nim rzeczy które mnie interesują i które mam nadzieję zainteresują czytelników. Niektóre posty są pisane pod moich czytelników, niektóre są ogólne i są dla wszystkich. Inne, to mój brain dump na przyszłość – ku pamięci.

Jak rozpoczynałem przygodę to miałem problem perfekcji: nie podobał mi się wygląd bloga. Nie podobał mi się temat – nie był on wystarczająco dobry na bloga, bo na pewno ktoś już o nim kiedyś napisał. Nie podobała mi się moja forma pisania. Wkurzały mnie moje literówki. Oj, to że jakiś post w ogóle został opublikowany kiedyś to czysty przypadek.

Problemu na jakie natrafiłam były przeróżne:

  • Bo to już było na blogach anglojęzycznych
  • Ktoś inny z polski wspominał o tym
  • To jest tak oczywiste, że nie ma sensu o tym pisać
  • Tekst jest za krótki
  • Tekst jest za długi
  • Nie potrafię ubrać słowa danego zdania (mam masę takich draftów, zacząłem pisać, nie mogłem znaleźć słowa, porzuciłem pisanie i straciłem/nie zapisałem sensu/przesłania posta i tak teraz sobie donga w próżni)
  • Korekta zajmowała mi więcej niż napisanie posta
  • Podczas czytania przed publikacją kasowałem całość

I wiele wiele innych. I jedyną opcją wyjścia z tego patosu było po prostu wrzucenie tekstu. Błędy? Trudno. Krótki? Trudno. Ktoś o tym napisał? Trudno, istnieje szansa, że dużo osób o tym nie słyszało.

Perfekcja w blogu jest naszym wrogiem. Jedynym sposobem blogowania jak i vlogowania jak i robienie podcastów czy czegokolwiek jest po prostu zaczęcie. Niepisanie o tym, nie próba doszlifowania wszystkiego. Nie. Tego samego dnia, kiedy podejmiecie decyzję, że chcecie zacząć vloga czy bloga, czy podcast. ZRÓBCIE to. Olać perfekcję. Potem się kilka rzeczy doszlifuje. A i tak jak we wszystkim, perfekcji nie osiągniecie, bo jak już dojdziecie do poziomu perfekcyjny (za kilku lat/miesięcy/tygodni) to będziecie wiedzieć, że to nie jest jednak ta perfekcja o którą wam chodzi teraz.

Podsumowując, perfekcja i blog, nie idą w parze.

PS: rada dla tych którzy mają kłopot taki jak ja – dysleksja. Zaakceptujcie ją. Macie ją, TRUDNO. Zróbcie co możecie (przeczytajcie choć raz to co napisaliście) i tyle. Fajni ludzie, wam pomogą i poprawią post jak będzie potrzeba. Dziękujcie im za pomoc, ja nawet swojego czasu miałem pomysł by wszystkie posty były na github by każdy mógł literówki poprawiać, bo ja nie jestem wstanie tego robić – a potem wysyłać prezenty wdzięczności za pomoc. Ale jakbym chciał to zrobić to by nie było bloga, bo miałem z tym kłopot. Wybrałem pisanie.

 

13 KOMENTARZE

  1. Kurcze, dzięki temu wpisowi zdałem sobie sprawę z tego problemu u mnie :) Jeżeli mój wpis nie jest perfekcyjny to mam wewnętrzny opór, żeby go opublikować. A vloga kręciłem już dwa razy i za każdym razem tuż przed montażem usuwałem wszystkie nagrania uznając, że to się nie nadaje…
    Masz jakiś sposób jak radzić sobie z tym wewnętrznym oporem? Po prostu ignorować?

    • to zależy z jakiego powodu się powstrzymujesz. jak dążenie do lepszej jakości, perfekcji itp, to ignorować, nie jest łatwo, ale wrzucasz jeden, dwa trzy wpisy i będzie potem lepiej. najgorszy jest ten pierwszy :(

      zaś co do innego powodu, ja czasami czekam 2-3 dni na decyzję z publikacją z powoduje tego, że nie wiem czy nie byłem za bardzo emocjonalny. Takie posty staram się po prostu trochę tonować, napisane z jakiegoś powodu, nie koniecznie oddają moją ocenę sytuacji na chłodno lub po kilku dniach.

  2. przez dłuższy czas miałem podobnie, przekładało to na ilość materiałów na blogu i delikatnie hejtu w komentarzach. Z uwagi na moje ograniczneia (słuch) miewam problemy stylistyczne, za bardzo skracam myśli etc. i przez co tekst staje sie mało zrozumialy. Po dłuższym czasie otrzymałem pomoc w korepetycji / sprawdzaniu tekstu – zaczęło od jednego kumpla a teraz pałeczkę przejął przyjaciel-brat z którym mam okazję przegadać moje strategie etc.

    Podobnie było z dążeniem do perfekcji z wyglądem / organizacją bloga o czym pisałem we wrześniu – https://blog.bobiko.pl/2016/09/lifting-bloga/ – gdzie jako frontendowiec przyznałem się do blędów, do braku czasu i kupienia gotowca ;-) po prostu trzeba zdecydować się: albo skupiamy sie na pisaniu tekstu albo na tworzeniu motywów. Oczywiście jedno z drugim jest możliwe, pod warunkiem ze jest sie zadowolonym z wygladu / orgnaizacji; najczesciej konczylo sie zniechęceniem, brakiem zapału do pisania.

    ot ;-) a że lubię pisać, lubie w ten sposob gromadzic wspomnienia, idee czy pomysły, to prowadzę dalej – od 9 lat.. :)

  3. Od siebie tylko dodam, że na blogu warto zamieszczać informacje, które sam chciałbyś przeczytać bądź do których wiesz, że będziesz wracał w przyszłości. Jeśli piszesz o czymś co Ty uznajesz za użyteczne, to wielu ludzi też tak będzie uważać.
    Co do tego, że coś zostało już gdzieś napisane to nic nie szkodzi. Wielokrotnie się spotkałem z sytuacją, że coś gdzieś kiedyś było napisane i po jakimś czasie chciałem wrócić do tego tekstu i już nie mogłem go znaleźć z różnych powodów.
    Powtarzanie treści to sposób nauki i pomoc innym w dotarciu do tej samej treści.

  4. Perfekcję czasami pogadania jeszcze ilość czasu:) Ostatnio wyznaczyłem sobie dwa dni w tygodniu, w których chcę aby pojawiały się u mnie posty. I nawet, jeśli zacznę danego dnia wieczorem, a skończę po północy, to cisnę żeby jednak ten wpis się pojawił.
    I czasem gdybym miał jeszcze po tej walce czytać 5 raz ten sam wpis, to już rzeczywiście wolę żeby ktoś pomyślał “nowy wpis u tego gościa z literówkami”, niż “to ten gościu, który napisał jeden wpis i się nie odzywa” :)

  5. Znane mi są niemal wszystkie wypisane przez Ciebie problemy :) Gdy publikowałam pierwszy post na blogu, podpisując się imieniem i nazwiskiem, byłam przerażona.

    Wciąż niestety nie zadowala mnie jakość moich postów. Chciałabym to napisać jakoś inaczej, przecież w głowie to tak dobrze brzmi… Ale uczę się i mam nadzieję, że z każdym postem jest lepiej. Błędów i tak popełnimy masę, ale bez nich się nie ukształtujemy. Tylko ci, którzy nic nie robią, nie popełniają błędów – co najwyżej jeden duży błąd ;)

ZOSTAW KOMENTARZ