Trough of sorrow tłumaczone bezpośrednio na polski to Koryto Smutku. Jest to określenie ze świata startupów (jak ja nie lubię tego słowa) firm które dopiero rozpoczynają swoją przygodę na rynku. Ale jest to wyrażenie, które z łatwością jesteśmy wstanie odnieść do innych rzeczy – produktów, brandingu, bloga, muzyki, wszystkiego.

Podczas rozpoczynania pracy nad jakimś pomysłem, rozwiązaniem, jesteśmy pełni energii. Siedzimy, ciężko pracujemy, ludzie zaczynają zauważać to co robimy jest fajnie. Zauważenie daje nam jeszcze większego kopa niż mieliśmy na początku. Ale ludzie są dziwni. Najpierw wchodzą/oglądają/komentują bo coś jest po prostu nowe, tego nie było/inne podejście itp. Jednak po jakimś czasie to wszystko niknie. Ludzie przestali się nami interesować bo jest coś nowszego, albo akurat dana chwila w którą nasz produkt (side note: produkt tutaj to jest wszystko, firma, blog, soft, website, album itp.) się wpasował minęła. Jesteśmy w okresie który nie ma trakcji. Mamy jakiś produkt ale on jakoś nie pasuje lub my nie możemy go dopasować do rynku.

Wchodzimy w tak zwany okres through of sorrow, który pokazuje i uświadamia nam, że sukecesów nie odnosi się przez noc. Jest to okres bardzo dołujący i bardzo ciężki do przetrwania. To właśnie w tym okresie bardzo duża liczba produktów pada. Teraz czy uda nam się przez ten okres przejść zależy czysto od nas. Jak bardzo jesteśmy wytrwali w tym co robimy, jak patrzymy na nasze poczynania oraz jaki wpływ ma na nas konkurencja.

Jest to okres, gdzie powinniśmy nie bać się próbować nowych rzeczy. Okres w którym bardzo ważne jest to by nie zapracować się na śmierć. Okres w którym przerwy od pracy mają znaczenie i dają nam one więcej niż sądzimy. Ale przede wszystkim musimy przezwyciężyć myśl rezygnacji. I próbować, próbować nowych rzezy.

Jeżeli teraz jesteście w tym etapie to jedyne co mogę wam poradzić to małe kroczki, małe kroczki, nie podawajcie się, a uda się wam!

1 KOMENTARZ

ZOSTAW KOMENTARZ