Strzelił rok. Nie spodziewałem się tego. W sensie, nie nie prawda. Kiedy zacząłem pisać codziennie we wrześniu 2016 roku z miejsca miałem rok na horyzoncie. Nie dzieliłem sobie tego na pomniejsze okresy. Z miejsca rok. Cieszyłem się co kwartał. Ale plan był taki od początki. W ogóle Ten post miał być mini książką – takim notatnikiem z podróży. Zamiast tego, jest jak jest. Notatnik może jeszcze powstanie.

Pierwszą rzeczą jaką chcę zrobić to podziękować WAM za to, że mnie czytacie. To jest SUPER motywujące i nie powiem ale bardziej mnie motywowało to, że ktoś mnie przeczytał niż to, że mam cel. DZIĘKI, bez was bym tego nie zrobił.

Rok ten był rokiem dziwnym, dużo rzeczy robiłem w nim na zasadzie wyzwań rocznych – czytanie codzienne, robienie codzienne zdjęć, pisanie listy 10 pomysłów codziennie, nie picie, nieoglądanie TV jako telewizji normalnej tylko i wyłącznie firmy i seriale (ale nie na tvp, Polsat itp.), nie jedzenie cukrów, i co najważniejsze – codzienne pisanie. Część wyzwań udało się zrealizować, część dalej trwa, cześć była zresetowana parę razy – ale nigdy z przerwą dłuższą niż 1-2 dni.

Co takie wyznawania mi dają? Tylko tyle, że wiem, że jestem wstanie wytrwać w podjętej decyzji przez dany okres. A następnie zweryfikować czy to co robię ma sens i czy dalej mam tak robić, czy to jednak mija się z celem i bardziej przeszkadza.

Taki też okres nastał na codzienny blog. Ale o tym zaraz. Tak jak napisałem, moim celem nie było publikowanie postów codziennie, a pisanie codziennie (cal poniżej). To jest różnica. Jak na DSP czytałem, że ludzie w weekendy pisali posty na kolejne 2-3 tygodnie, to wiedziałem jedno, że ich blog przestanie istnieć w momencie skończenia konkursu. Tak też się stało. Pisanie postów w batchach pokazuje nam i przyzwyczaja nas do tego, że jesteśmy wstanie poświęcić jeden dzień i mieć kłopot z głowy. A to znaczy, że możemy to przekładać i przekładać i przekładać i przekładać i przekładać i przekładać i może po roku przyznamy się sami sobie, że to przekładanie chyba nie działa.

Pisanie codzienne, dało mi to, że codziennie miałem usiąść i napisać fragment tekstu. Rozwinąć już istniejący artykuł. Napisać nowy. To był Jedynie czas na klepanie w klawisze. Siadałem i przelewałem to co mam w głowie na literki w OneNote. Miałem na to mim 15 min. Dokładny cel jak i pod cel brzmiał tak:

Pisz codziennie przynajmniej przez 15 min przez cały rok. Codziennie to znaczy, od obudzenia się do godziny 23:59. To co napiszesz od 00:01 do ranka nie zalicza się w żadnym z tych slotów. Jeżeli masz noc nieprzespaną, liczy się moment “rozpoczęcia” dnia – śniadanie, wyjście z domu, itp.

To co piszesz ma mieć jakąś wartość: coś co uważasz, że ktoś inny by chciał przeczytać, lub to co sam byś chciał przeczytać. Jeden wyjątek: emocjonalne wyżycie się na papierze – DOZWOLONE.

Jasno sprecyzowany, z warunkami granicznymi. Te warunki graniczne były bardzo ważne. Czasami powodowały, że stawałem na poboczu autostrady by usiąść i napisać tekst. Część tekstów powstała w metrze na komórce (kolejny plus iPhone), jednak znaczą część postów powstała na macu po tym jak dzieciaki poszły spać – czyli pomiędzy 21 a 24.

To, co pozwalało mi na to bym generował posty, to nie tylko pisanie – to jest NAJŁATWIEJSZA RZECZ – a cała reszta wokół napisania postu – od pomysłu, przez zarys, po przykłady, napisanie po publikację postu.

Pomysły zbierałem cały czas, non stop. Spisywałem je jako 10 pomysłów na, spisywałem je idąc ulicą, czy nawet nagrywałem voice memo zawierające cały zarys tego co chce przekazać w danym artykule. A to znaczy, że mój mózg non stop pracował wokół bloga, wokół artykułów, postów. To BYŁO BARDZO MĘCZĄCE. Do tego stopnia, że dokładnie wiem, iż potrzebuje od tego odpocząć. Nie myśleć i nie planować.

Zresztą to wszystko w koło zabierało mi NIESAMOWICIE dużo czasu. Czasu którego nie mierzyłem, bo też nie było jak. Nawet też nie tylko to, że cały czas miałem głowę zajętą myślami, ale to, że nie miałem DNIA bez komputera. Dosłownie, taki dzień od września 2016 mi się nie przytrafił i nie mógł się przytrafić.

Ale to dzięki temu też mieliście nowe, świeże posty. Nie było schedulingu na dłużej niż tydzień do przodu (ale i to było rzadkością, może 2-3 razy się trafiło i jedynie wtedy to robiłem, kiedy WIEDZIAŁEM, że nie znajdę więcej czasu w nadchodzącym tygodniu), jednak większość artykułów powstała dzień wcześniej.

To co mnie nie zdziwiło, ale może niektórych z was zdziwi, to artykuły, których nie chciałem publikować, nie podobały mi się, okazywały się przez was ulubione/najpopularniejsze. Więc jak prowadzicie bloga… to może zobaczcie czy też tak nie macie :)

Co mi dało mi pisanie codzienne?

Czuje się swobodniej, łatwiej przelewam swoje myśli na papier, ale też zauważam, więcej literówek i ogólnie chyba jakość artykułów się poprawiła. To naprawdę dużo, jako dyslektyk naprawdę to doceniam. No i pewnie ty jako czytelnik też :)

Dodatkowo takie pisanie pokazało mi, że ja naprawdę nie muszę poświęcać nie wiadomo, ile by napisać post. Wystarczy te 15 minut. NAPRWADĘ wystarczy. Przy płynnym przepływie myśli i średniej prędkości pisania to około 600 słów. Mi wychodziła średnio 900 słów w porywach do 1 000 – wszystko zależy od tego czy poprawiałem błędy czy też nie. A to znaczy, że można napisać dość spory kawał tekstu w tym przedziale czasu.

SPRWADŹCIE SAMI, polecam.

Czy były momenty zwątpienia?

Tak, dużo a lipiec i sierpień był najgorszy. Miałem ochotę to wszystko pierdyknąć i olać. Ledwo co wytrzymałem, może to wina mojego celu, że to niby rok. Może to przez to, może warto było pomyśleć o innym wyznaczniku końca. Też rodzina nie zawsze pomagała mówiąc: odpocznij, nie pisz, jutro napiszesz. To NAPRWADĘ nie pomaga, kiedy z całych sił próbujemy się skoncentrować i z motywować to pisania :)

To co zrobiłem źle albo mogłem zrobić lepiej?

Przygotowanie posta do publikacji to była tragedia. W sensie czas jaki spędzałem na:

  • Znalezieniu obrazka
  • Stworzeniu jego wersji na bloga
  • Stworzeniu jego wersji na facebook (tak osoba)
  • Stworzeniu jego wersji na twitter (tak inna niż dla bloga i dla fb)
  • Napisanie kilku streszczeń

Powodowało czasami, że potrafiłem spędzić po 1-1,5h per post na to. Dużo? BARDZO. Czy ktoś to zauważył? Nie :) ale ja czułem się lepiej robiąc takie małe rzeczy. Kieszeń za to bardziej zaboli bo miejsce na dysku szybko się skończyło

Także blog NIE DZIAŁA wydajnie, nie da się zbytnio go z optymalizować jak i były i dalej są problemy z wordpressem na IIS. Co chwilę robię reset app pool, mam kłopoty z certyfikatami. Problemy z synchronizacją. Ogólnie SŁABO. Za dużo na to czasu marnowałem. Będę musiał coś z tym zrobić, jeżeli dalej mam blogować.

Mogłem też więcej eksperymentować z tytułami, formą treści, oprawą graficzną itp. Tutaj robiłem to bardzo rzadko. A szkoda.

No dobrze, może parę statystyk dot. tekstów

Wziąłem wszystko to co napisałem (wraz z tym tekstem) i wyeksportowałem do worda:

Statystyki Word
Statystyki Word

To zawiera wszystko, od postów, po drafty nie wrzucone nigdzie, posty które nigdy nie ujrzą światła dziennego, wszystkie cotygodniowe maile z postami które tam pisałem (tak, przez pewien okres pisałem 8 postów minimum tygodniowo). To jest po prostu wszystko, ale bez obrazków! Z kodem, ale bez obrazków.

Dużo tego? Sądzę, że bardzo dużo. I to wszystko napisałem w między czasie. To znaczy PISANIE BLOGA nigdy nie było kosztem rodziny. Rodzina PIERWSZA, znajomi drudzy, praca i potem blog czwarty. Jak już coś miałem poświęcić to mój sen. Co miało czasami pośredni wpływ na rodzinę, ale nie taki, że nie wracałem do domu, bo musiałem posty napisać.

Ale jak popatrzycie na statystyki czasu… można się trochę złapać za głowę:

Statystyki Toggle
Statystyki Toggle

I to nie wszystko było śledzone. Wychodzi na to, że średnio spędzałem 1/4 etatu na pisanie bloga. Albo inaczej, to jest 20 dni (24h) pisania/zajmowania się blogiem. Dużo, ale daleko mi do 10K Malcolma ;)

To wszystko przełożyło na takie statystyki na google:

Statystyki Google
Statystyki Google

Jak widać nie ma zbytnio dużej różnicy pomiędzy tym, kiedy rozpocząłem a teraz. Te skoki zaś w środku to promowanie się na dotnetomaniaku i wykopie – ale o tym poniżej. To co jednak cieszy to, to, że mimo okresu wakacyjnego, utrzymywała mi się liczba odwiedzi. Dzięki!

Newsletter/Mailing

To było zaskoczenie i dalej jest. Na razie nie cisnę go, jest, piszę maile z personalizowane i daje więcej niż na blogu – taki był cel i to się udaje, udaje?. Ale jestem bardzo mile zaskoczony tym, że lista zapisanych wciąż rośnie. To tylko oznacza, że może warto się nad tym skoncentrować na przyszłość.

Promowanie i socjale

Swojego czasu się promowałem, wrzucałem linki wszędzie, gdzie się dało i nagle zaprzestałem. Nie wiem czy dobrze, czy też nie. Ciężko określić. Mogę powiedzieć szczerze z ręką na sercu, że wrzucenie tekstu do dotnetomaniaka i na wykop zwiększało średnio odwiedziny o min. 200-300 sesji per post. Więc jak chciałem mieć dużo wejść wystarczyło tylko linkować. Niestety nie zrobiłem (z niewiedzy? Z braku chęci?) testu ilu z tych użytkowników, którzy przyszli zostali.

Ale też celem nie było osiągnięcie określonych poziomów czy to wejść na bloga, tylko generowanie wartościowej treści codziennie. Czy mi się to udało to już pytanie do was.

Ale to też nie oznacza, że w ogóle się nie promowałem, głównie wrzucałem info na trzy portale: Facebook, twitter, LinkedIn. Wrzucałem na Google+ ale tam to Syberia jest. Dodatkowo za FB płaciłem i płacę dalej, ale nie za promowanie postów a za promowanie strony. Na FB też w ciągu roku miałem największy wzrost ludzi lubiących moją stronę, bo prawie równe 4 000. Do tego muszę przyznać, że ludzie tam są dość aktywni. Czasami dyskusje były zarówno pod postem jak i na FB.

Ale poza tym to nic więcej nie robiłem. Może źle i powinienem się bardziej promować?

Tak czy siak to co się nie udało, bo mi się nie chciało (czyt. nie miałem czasu albo to na odwrót miało być) to większe zaangażowanie w social media. Miałem plan i widziałem, że on działa na FB. Jednak to by wymagało ekstra godzin które wolałem na coś innego przeznaczyć (oglądanie tv).

Współpraca

Tutaj nie ma co mówić, nawet zaprzestałem publikowania raportów comiesięcznych tylko z jednego powodu, niezależnie od tego, że pisałem: nie wykonałem żadnego ruchu, trzeba ruch wykonać to go nie wykonywałem. Praca, druga praca, rodzina, blog zżerało mi tyle czasu, że nie chciało mi się już pisać maili i szukać klientów. Po prostu naprawdę z całego serca nie miałem sił ani ochoty. Mimo iż wiem, że trzeba było. To może więc powróci jak tylko zacznę działać.

To co dalej?

Sam nie wiem, nie chcę przerywać blogowania, ale też nie chcę pisać codziennie albo pod takim rygorem jak to teraz miałem. Pora też trochę odpocząć i oczyścić głowę by nowe pomysły znalazły w niej miejsce. Dlatego pewnie mam klika postów które i tak są już napisane więc zostaną one opublikowane, ale w tym czasie ja będę robił sobie przerwę: od pisania, od czytania, od social jako tako.

Ale powrócę :) pewnie jeszcze we wrześniu, a jak nie to w październiku.

Jeżeli jest zaś coś co uważasz, że mogę Ci przekazać – jak jakiś webinar, może szkolenie? A może po prostu blog post czy ebook czy cokolwiek innego? Napisz komentarz, lub skontaktuj się ze mną, będę Ci za to bardzo wdzięczny.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułNajtrudniejszy jest finish
Tata, mąż, bloger, pasjonat. Uwielbia bawić się nowościami, chodzić na konferencje, pomagać innym. Z chęcią wypije piwo z kimś kto ma na to ochotę a przy okazji porozmawia o tym i owym :)

29 KOMENTARZE

  1. No zapomniałeś dodać, ze to było wyzwanie dla czytelników ;) Gratuluje wyrobienia normy! Po tym tekście nie wiem czego życzyć, bo na pewno nie wytrwałości…

    Ciągle mam ambiwalentne odczucia co do takich wyzwań, z jednej strony Ty osobiście sobie coś udowadniasz, z drugiej dzielisz się tym z czytelnikami. Pośrodku jest coś niezdefiniowanego. IMO to wpływa na odbiór bloga, siłą rzeczy nie jest możliwe utrzymanie poziomu wszystkich tekstów na tym samym poziomie, dodatkowo muszą pojawić się treści “wypełniacze” (ten temat już przedyskutowaliśmy pod którymś z postów ;))

    Do pełnego obrazu brakuje opisu motywacji dla którego prowadzisz bloga, chociaż teraz bardziej interesujące dla mnie jako czytelnika będzie co dalej?

    Pozdrawiam

    • Poziomu nigdy sie nie da utrzymać nie zależnie od tego czy piszesz 1 czy 10 czy 100 postów rocznie. Są teksty lepsze i gorsze a teksty dopieszczane do ekstremum prawie nigdy nie są publikowane. W 381 postach było więcej dobrych niż przez ostatnie 3 lata blogowania. Wyzwaniem zaś by było by każdy tekst był odbierany przez wszystkich jako tekst na wysokim poziome – w ogóle co znaczy na wysokim poziomie? Tak z ciekawości :)

      • Gutek chodzi o całokształt, jak pisałem wcześniej ja na Twojego bloga trafiłem przez content który wrzucałeś, a dotyczył on głównie programowania, teraz odbiór się rozmywa. aby nie powtarzać bo to przedyskutowaliśmy na półmetku: https://blog.gutek.pl/2017/03/03/183-dni-wow/

        Ocena poziomu zależy od oczekiwań. To nie jest tak, że ja potrafie arbitralnie stwierdzić: O! To jest wysoki poziom posta. To nie jest gradacja którą operuje przy czytaniu blogów, które nazwijmy to umownie wzbogacają moje zdolności programistyczne/zawodowe. I jeżeli na jakimś blogu dostaje informacje, które sprawiają, że coś wykorzystam, to jest motywator by trzymać go dalej w subskrypcjach. To oczywiście jest subiektywne i nie zamierzam nic nikomu udowadniać ;)

        Ciekawe jest jednak to, co ty zrobisz z blogiem dalej. Dla mnie jako odbiorcy to jest czas kiedy mówię: sprawdzam. Wyzwanie skończone i przy tej częstotliwości którą utrzymałeś, spokojnie można było utrzymywać czytelników nawet gdyby proporcja postów “nieprogramistycznych” była w przewadze. Dlatego nie do końca rozumiem takie wyzwania, bo to wymaga po roku zredefiniowania bloga. Teraz z mojego punktu widzenia jest moment trudniejszy niż wyzwanie codziennego pisania: czytelnicy przed wyzwaniem, czytelnicy “pozyskani” podczas wyzwania -> kto zostanie po wyzwaniu.

        Co by nie było trzymam kciuki za powodzenie. Motywacja do pisania bloga to dobry temat na rozmowy przy piwie, jak będzieśz kiedyś na południu kraju to się przypomnę w realu ;) Spokojnie niektóre subskprycje w moim czytnikusą związane z sentymentem. Rozumiem też, że bloger (pomijam brogi ściśle zarobkowe) jak każdy człowiek zmienia swoje poglądy/zapatrywania/dojrzewa etc. Taki dobry przykład to Tomasz Onyszko miał bardzo fajnego technicznego bloga w2k.pl, ale zdecydował o zawieszeniu tego bloga i diametralnie zmienił swoje blogowanie. Ja to rozumiem i popieram (nawet czytam jego teksty, zaczyanłem od administracji serwerami). Kwestia oczekiwań, doceniam trud włożony w publikacje, ale bloger to nie maszyna i nie mam żalu jak ktoś zmienia/zawiesza aktywność…

        To jest mój pnkt widzenia jako odbiorcy, zakładam, że autor zupełnie inaczej do tego podchodzi ;)

  2. Sprawdzaj pogrubiony tekst, jak i ten pisany kapitałkami, tam najczęściej robisz błędy ;-) A tam to też najbardziej razi!

    Ps. Ja przybyłem z reklamy na fb, dodałem bloga do klienta RSS, nie żałuję :-)

  3. Gratulacje! Ja Cię czytam od niedawna, a trafiłam z #dajsiepoznać, natomiast śledzę na bieżąco na RSS i RSS uważam osobiście za najlepszą rzecz (FB kroi zasięgi i w ogóle scrolluję tylko ściane tak z grubsza, bo mimo starannego selekcjonowania obserwowanych stron, na wallu jest koszmarny spam)

  4. Gratuluję wytrwałości! Jak mi rano telefon beepał (włączyłem powiadomienia na Twojej stronie) to myślałem sobie: cześć Gutek i w 99 procentach to faktycznie był nowy post od Ciebie ;)
    Dzięki za ten czas i czekam na następne posty. Ale spokojnie, jestem cierpliwy :)

  5. Świetnie się Ciebie czyta Gutek. Ja też przyszedłem częściowo z DSP, częściowo od Mirka. I zostałem.
    Udanego urlopu od blogowania, należy Ci się trochę chiilu :)

    P.S. Do literówek trzeba by poszukać jakiegoś pluginu na WP, żeby czytelnicy mogli podsyłać zgłoszenia propozycji poprawy. Gdzieś kiedyś widziałem coś takiego. Jak znajdę albo sobie przypomnę, to dam Ci znać. Można było zaznaczyć jakieś zdanie, najechać na wysuwany slider i wysłać jako zgłoszenie.
    Nie wiem, czy crazyegg nie miał czegoś takiego.

  6. Jako wieloletni bloger (w zasadzie jeszcze z czasów zanim zdefiniwała się tzw. polska blogosfera) przesyłam gratulacje . jestem pełen podziwu zarówno pod względem ilości wygenerowanej treści jak i wytrwałości w dążeniu do celu.

    Musiałbym też 15-20min dziennie poświeci na … pisanie artykulu ale jednego tygodniowo :) niestety nie umiem pisać krótkich feletonów..

  7. Hej

    Tak sobie pomyślałem, że po roku czytania należy Ci się komentarz :). A co!

    Szacun – za wytrwałość. Rozumiem założenie czyli wytrwałosc w pisaniu, pisanie każdego dnia. TO jest w całym tym bałaganie zwanym blogiem najtrudniejsze. Myślę, że czytelnicy by przeżyli nawet gdyby rezultatem takiego działania był jeden wpis w tygodniu albo dwa. Zdecydowałeś się pisać codziennie – tym wiekszy szacunek, ale wydaje mi się, że przez to stało się to trochę też obciążeniem.

    Bez tego obciążenia, byłoby pewnie trochę luźniej. Ale to takie tam gdybanie.

    O ile rozumiem kwestie podejścia i wytrwałości, to ostatnio mam trochę przesyt związany z przesuwaniem granic, ilościami, wyczynami. Wiem że tutaj nie chodziło o to, żeby bić rekordy albo coś w tym stylu, ale jak napisałem już wcześniej – gdybyś miał mniej napięty harmonogram, nie byłoby też źle.

    Ja na początku czytałem całość, potem zacząłem nadrabiać raz w tygodniu – zaglądać co się dzieje i wybierać te teksty, które mnie zainteresowały. Chociaż czasami przy porannej kawie łapałem się “o już 8, sprawdzę co u Gutka”. I tutaj – to chyba jedyny blog, który sprawdzałem w ten sposób. Więc myślę, że tutaj osiągnąłeś “sukces” – w cudzysłowach, bo sukces ma różne znaczenia i różnie wygląda dla wszystkich.

    Statystyki, współpraca – o tym już Ci kiedyś pisałem prywatnie na Skype. Gdybyś chciał budować statystyki, stawiać na rozwój współpracy itp musiałbyś pisać inaczej. Musiałbyś nie pisać tego co Ciebie interesuje ale pisać rzeczy, z którymi inni się mogą utożsamić (chcę być taki, mogę być taki) – rzeczy typu “ej, nie jest łatwo ale ważne jest to, żeby codziennie popychać do przodu, konsekwentnie i z wytrwałością” nie sprzedają się dobrze. Dlaczego? Dlatego, że nie dają prostej odpowiedzi, wymagają pracy od siebie.

    Tak, że od strony komercyjnej nie dziwi mnie to, że to się nie rozwinęło mocno – nie znam się na blogowaniu, ale żeby to poszło w tą stronę to musiałbyś zmienić “przekaz”, określić lepiej kto jest twoją grupą i “uprościć” przekaz – nie chodzi o prostsze pisanie ale o zrobienie czegoś, żeby ludziom było prościej się z nim identyfikować.

    Ja cenię jedno – ostatnio zastanawiałem się, co mi przeszkadza w blogach ostatnio i nie tylko w blogach, i to są dwie rzeczy:
    1. Ilość reklam \ materiałów sponsorowanych
    2. Drama

    Tutaj nie ma i nie było tych dwóch czynników, i dlatego może warto było tutaj wracać. po prostu przemyślenia człowieka na jakiś temat. Prostsze, trudniejsze, krótsze, dłuższe. Ale własne.

    Zalew treści w tej chwili jest ogromny. Nie jesteśmy w stanie konsumowac tego wszystkiego, więc każdy z nas musi dokonywać wyboru. Pomyśl ilu z tych ludzi dokonało wyboru, żeby czytać to co piszesz! IMO to najlepsza nagroda za to wszystko. Ale jak mówię, nie znam się na blogowaniu.

    IMO przerwa zrobi dobrze i Tobie, i treściom na blogu.

    A więcej to już kiedyś na kawie\sokach \ czy bro – w zależnosci od aktualnego stanu umysłu :)

  8. Brawo Kuba. Pomyslalem, ze pochwale cie za zebranie urobku w Worda i opublikowanie liczb. Ja zawsze lubie zobaczyc “miecho” kod, trwarde liczby itp. Pisanie rozczulajacych elaboratow o tym jak ciezko “po godzinach” zawsze jest “wzgledne”. BTW dodalem Cie do agregatu – mozesz odhaczyc nowego czytelnika :)

  9. Jeden post dziennie? Ambitnie. Przyznam, że nie zwróciłem wcześniej uwagi jak często publikujesz wpisy. Co jakiś czas tu zaglądam i tyle :)
    Ja średnio wrzucam dwa wpisy na na bloga tygodniowo i zdaję sobie doskonale sprawę, że to sporo pracy. Samo napisanie wpisu to połowa pracy.
    Pozostaje obrobienie, grafika, pozycjonowanie i tagowanie oraz media społecznościowe.
    Ja za to codziennie prowadzę swój dziennik. Podzieliłem go na kilka części:
    – biznes
    – book (piszę książkę)
    – social (relacje społeczne)
    – fit (dieta i sport)
    – inne
    Dzięki temu mogę wrócić do tego co działo się kiedyś i to ocenić, poprawić w podobnej sytuacji. Ponadto, mam dzięki temu całą masę materiałów na przyszłe potencjalne artykuły na bloga.

ZOSTAW KOMENTARZ